Money
Dobrze je chyba mieć. Zasadniczo zaraz garstka nieudaczników, zwących się idealistami zakrzyknie, że wiedza, miłość, przyjaźń, albo w wydaniu fundamentalistycznym patriotyzm – niby też to samo co miłość… są ważne. A pieniądze to tylko „vanitas vanitaum et omnia vanitas”. Okay miłego życia od pierwszego do pierwszego. A raczej rozpaczliwych prób przeżycia. Bo dla mnie pieniądze się liczą. Co więcej pieniądze przeliczam, kalkuluję, dodaję, odejmuję, odliczam w myślach podatki, księguję po stronie zysków wpływy na konto, w bilansie odejmując comiesięczne rachunki i płynną w istocie rzeczy ilość wypijanych drinków. Zauważam tendencje wzrostowe i chwilowe przestoje, by wykreślić prognozę na miesiące następne…
Pieniądze są mi po to bym nigdy nie musiał się martwić ich brakiem. Możliwość kupienia sobie tego, na co mam ochotę w chwili, gdy mam na to ochotę, jest ważna niezmiernie, bo znając życie i siebie samego na tyle, by móc wygłaszać sady ostateczne na tematy mnie osobiście dotyczące, wiem, że jeśli nie zaspokoję swoich potrzeb w chwili gdy je odczuwam, później postaram się je wyprzeć, by potem ciężko odchorować fakt ich niezaspokojenia.
Tyle psychologia.
Ludzie, którym przyszło mnie poznać, stwierdzają, że mimo tego iż wydaję się zimną suką, gdzieś tam w środku jestem miły, dobry itp. itd. Myśleć mogą co chcą zabronić im nie zamierzam. Tylko zasadniczo jak każdy jestem dobry gdy mnie to nic nie kosztuje, a jeśli jestem dobry w okolicznościach wymagających ode mnie wysiłku, to na pewno mam jakiś ukryty w tym cel. Bo nie ma nic za darmo. Mogę zupełnie bezinteresownie komuś pomóc… czemu nie… tylko właściwie po co? Zatem skoro coś robię to na pewno wyczuwam w tym możliwość zbilansowania strat (wysiłku) przyszłymi zyskami (ktoś pomęczy się dla mnie).
A to, że ktoś uważa że jestem miły… no cóż widocznie czytałem zbyt wiele dramatów i nauczyłem się aktorstwa…
chlopiecktoryumieczytac 2006-06-30 19:33:13
skomentuj (1)
Remanenty
Straciłam kilka bogiń w drodze z południa na północ,
a także wielu bogów w drodze ze wschodu na zachód.
Zgasło mi raz na zawsze parę gwiazd, rozstąp się niebo.
Zapadła mi się w morze wyspa jedna, druga.
Nie wiem nawet dokładnie, gdzie zostawiłam pazury,
kto chodzi w moim futrze, kto mieszka w mojej skorupie.
Pomarło moje rodzeństwo, kiedy wypełzłam na ląd
i tylko któraś kostka świętuje we mnie rocznicę.
Wyskakiwałam ze skóry, trwoniłam kręgi i nogi,
odchodziłam od zmysłów bardzo dużo razy.
Dawno przymknęłam na to wszystko trzecie oko,
machnęłam na to płetwą, wzruszyłam gałęziami.
Podziało się, przepadło, na cztery wiatry rozwiało.
Sama się sobie dziwię, jak mało ze mnie zostało:
pojedyncza osoba w ludzkim chwilowo rodzaju,
która tylko parasol zgubiła wczoraj w tramwaju.
Wisława Szymborska "Przemówienie w biurze rzeczy znalezionych"
Przywiązuję wielką wagę do książek… Kupuję ich mało, świadom chyba, że to problem: z przechowywaniem, przenoszeniem w razie przeprowadzki, czasem ze zwykłej oszczędności, bo to i drogie i do życia niekoniecznie niezbędne… Ale w końcu i tak kupuję… Czasem… A jak już je mam… To niech tylko komuś pożyczę, a nie odda… lub odda z śladami użytkowania… Wtedy niebo ciemnieje mi nad głową i zbiera się na burzę… Książki to sacrum…
Inaczej z ludźmi. Są, byli, będą… Niekoniecznie ci sami. Zasadniczo wcale nie muszą być ci sami. Mogą być inni. Wymienialność ludzi znacznie prostsza jest niż wymienialność książek… Książka jest jakaś nawet, jeśli wydano ją w tysiącach egzemplarzy. Z biegiem czasu nabiera swoistych cech, staje się niepowtarzalna, choć w treści nadal niezmienna. Ludzie natomiast z biegiem czasu powszednieją, ich walory bledną i z najlepszych przyjaciół robią się indywidua, z którymi nawet o pogodzie trudno pogadać.
Zresztą gdzieś gubią się po drodze, trudno ich przecież ze sobą zabrać… Wystarczy nie być blisko w geograficznym rozumieniu tego słowa, by kontakt osłabł, rozmowy stały się rzadsze, a spotkania przekładane, bo w tej chwili „nie dam rady”. A kiedyś nic innego nie było ważniejsze…
Jednak ludzi mi nie szkoda…
chlopiecktoryumieczytac 2006-01-30 20:08:39
skomentuj (5)
Autoreklama
Skuteczna bywa tylko wtedy, gdy jest, co reklamować. W moim przypadku zasadniczo sprawdza się niezmiernie rzadko, bo jakoś o dziwo zwykle wywieram wrażenie odwrotne od przez odbiorcę oczekiwanego. Prawidła marketingu niezmiennie twierdzą, że zareklamować można wszystko, trzeba tylko wiedzieć jak…
Zakładając księgę gości nie zamierzałem uczynić z niej kolejnego środka pozwalającego na ekspresję czyjejś potrzeby zaistnienia w środowisku Internetu… (patrz notka Celebrities). Jak widać moja potrzeba próżnego wpatrywania się w pochlebstwa lub złośliwości osób postronnych musiała zostać ukarana. Bo otóż okazuje się, że księgi gości egzystujące sobie na każdym blogu powoli przestają pełnić funkcję powiadomienia autora o czyjeś bytności, a zaczynają żyć zupełnie odrębnym życiem, stając się agorą, na której każdy wykrzykuje swoje JESTEM, zupełnie się nie przejmując, tym że jest zupełnie nie w tym miejscu gdzie powinien się reklamować…
Przecież po to zostawia się (o ile się chce i posiada) swój adres e-mail, lub link do strony, by autor zaciekawiony i pochlebiony pochlebstwem lub zezłoszczony złośliwością poszuka danej osoby… Księga gości nie powinna wyglądać jak rubryka z ogłoszeniami: nowy świetny blog… strona… cokolwiek… a poza tym twój blog też jest fajny…
Nie w ten sposób warto się reklamować, zaczynając od pochlebstw pod adresem autora tylko po to by on odwiedził stronę pochlebcy…
Jeśli chodzi o mnie to nie komentuję innych blogów i tak… I piszę na tym tylko wtedy, gdy mam coś do powiedzenia (napisania)…
Na marginesie: pochlebstwa Rafallisa mi się podobają… ale nie wiem co z nim ma wspólnego strona z tekstami piosenek…
chlopiecktoryumieczytac 2005-09-06 22:38:02
skomentuj (2)
Tylko po to zeby nie skasowali
Przebywajac poza granicami cudownego kraju nad Wisla, niestety doswiadczam tez prozy zycia, czyli zycia bez Internetu.
Kolejnych dywagacji na tematy calkowicie nieciekawe mozna sie spodziewac jak uda mi sie przeczekac cierpliwie do czasu az Internet mi zaloza.
chlopiecktoryumieczytac 2005-07-13 12:49:36
skomentuj (1)
Penelopy
Penelopa - postać z mitologii greckiej. Żona Odyseusza, uważana za wzór małżeńskiej wierności, gdyż 20 lat czekała na powrót męża z wojny trojańskiej, mimo zalotów innych mężczyzn. Obiecała, że wyjdzie za mąż za któregoś z nich, kiedy tylko uszyje suknię ślubną. Jednak każdej nocy rozplątywała to co uszyła w dzień. Urodziła Odyseuszowi syna - Telemacha. (Wikipedia)
Inne źródła podają, że Penelopie do świętości dużo brakowało. Powszechnie uważano, że prócz Telemacha, Penelopa powiła jeszcze przynajmniej jedno dziecko, z dosyć dziwacznego związku z bożkiem Panem. To nieślubne dziecko zostało później jednym z najsłyniejszych filozofów, i nosiło imię Sokrates.
Ale nie odsądzajmy od czci i wiary biednej Penelopy i zostańmy przy mitologii. Uznajmy zatem, że była mitologiczną świętą…
I w tym całe sedno, że jeśli uznamy że Penelopa była jaka była, to konstatacja, że miała babka przechlapane jest oczywista. Odyseusz, mąż nieszczęsnej Penelopy, wziął udział w Wojnie Trojańskiej, choć wcale go to specjalnie nie dotyczyło. Mógł sobie spokojnie siedzieć w Itace i nosa poza nią nie wychylać. No ale przecież jak każdy naładowany testosteronem facet, musiał gdzieś rozładować pierwotne instynkty… Do tego był, znów jak każdy facet, próżny. Toteż taka imprezka, jak wojna nie mogła się odbyć bez niego. Zatem Penelopa zostaje sama w chałupie, bo mąż musi iść powymachiwać szabelką, czyli on ma ubaw, a ona tylko pieluchy i dla rozrywki może się poopędzać od wszelkiej maści potencjalnych lowelasów. Biorąc pod uwagę, że wszyscy fajni kolesie piorą się ile wlezie pod Troją, to Penelopa zapewne ma zdecydowanie wybrakowane egzemplarze pod ręką. To by po części tłumaczyło, czemu prawdopodobnie puściła się z satyrem.
Kolejna rzecz, Odyseusz najpierw 10 lat tłucze się pod Troją, podczas gdy kazdego dnia Penelopa drży czy przypadkiem ktoś nie przyniesie wiesci o zgonie małżonka. Co skomplikowało by jej sytuację dość znacznie, jako że musiała by pojąć za męża któregoś z lowelasów, bo tron bez króla pozostać nie może. A potem zamiast, jak cała reszta wrócić spokojnie do chałupy, ten wsiada na statek i robi sobie tourne po świecie przez kolejne 10 lat, co już zupełnie jest mitologiczne. Bo musiał chyba opłynąć wszystko z każdej strony nawet po kilka razy.
Zatem Penelopa nie dość że się przeraźliwie nudzi w Itace, nerwy sobie szarpie i po nocach nie śpi, martwiąc się o łobuza męża, to jeszcze musi wychowywać sama Telemacha, no i przeganiać napalonych lowelasów. Prawdopodobnie sama jest nieziemsko napalona również, bo jak tu bez seksu przez 20 lat wytrzymać.
A teraz tylko konkluzje. Bo nie pisałem o Penelopie tylko by ją obsmarować. W dzisiejszym świecie może i sfeminizowanym, ale nadal pod wielkim wpłwem patriarchatu w dalszym ciągu kobiety muszą cierpliwie znosić te wszystkie głupie pomysły postrzelonych małżonków. Przy okazji mogą się realizować, ale dopiero jak już skarpetki będą wyprane, obiad na stole i dzieciaki pójdą spać.
chlopiecktoryumieczytac 2005-05-31 16:06:05
skomentuj (1)
O przypadku…
Jeśli Bóg nie istnieje, wszystko co nam się przydarza zgodnie z teorią chaosu jest wypadkową niezależnych od siebie zdarzeń, które w równym stopniu mogły się wydarzyć, lub nie wydarzyć bez względu na czas i przestrzeń. Jeśli Bóg istnieje przypadek nie ma miejsca we wszechświecie, jako że zgodnie z apokryfami, Bóg kontroluje wszystko. I tylko od Niego zależy to, co się wydarzy. Wtedy już tylko trzeba się zacząć porządnie zastanawiać nad określeniem „miłosierny”, zwłaszcza gdy się wspomni 9 września 2001 roku czy znacznie wcześniejsze zrzucenie bomby atomowej na Hiroszimę i Nagasaki. Ale dysputy nad boskim miłosierdziem zostawić należy teologom.
Obstając przy przypadku, jako motorze wszelkich zdarzeń, łatwo jest zaakceptować zwykle zbiegi okoliczności kiedy to spóźniając się na pociąg okaże się, że ten również miał opóźnienie, w wyniku czego byliśmy o czasie. Znacznie trudniej przypadkowością nazwać przeżycie katastrofy lotniczej, czy nagłe ozdrowienie z nieuleczalnej choroby. Toteż te większe zbiegi okoliczności nazwywa się zazwyczaj cudami. Czyżby zatem cud był wiekszym natężeniem chaosu, jego wręcz eskalacją?
W naturze ludzkiej cuda przypisuje się Bogu nie chaosowi. Dosyć paradoksalnie jednak działania Boga doszukujemy się zazwyczaj w wydarzeniach negatywnych, wszelkiego rodzaju tragediach i katastrofach, nawet tych najmniej dokuczliwych małych nieszcześciach jakie się nam przydarzają. To co nazywamy łutem szczęścia, zwykle przypisujemy albo sobie samym, nawet jeśli nie przyłożyliśmy do tego nawet małego palca, lub przypadkowi. Boga nie mieszamy w to co nam się przytrafia dobrego, nawet jeśli będzie to bezmiar szczęścia, tudzież istna nirvana.
A ja sobie sam się dziwię, czemu od dwóch miesięcy przytrafia mi się tylko samo dobre. Nawet słońce świeci kiedy trzeba, a deszcz przestaje padać kiedy wychodzę z mieszkania. Amen.
chlopiecktoryumieczytac 2005-05-02 17:36:19
skomentuj (6)
Celebrities
Blog to nie pamiętnik. Pamiętniki pisze się tylko dla siebie, czasem z nadzieją, że ktoś je w końcu przeczyta. Lecz z pewnością nie z zamiarem pokazania tego, w kilka minut później rzeszy zupełnie nieznajomych ludzi. Co prawda publikuje się teraz mnóstwo tak zwanych wspomnień, pamiętników ludzi sławnych. Ale ile w tym prawdy a ile zmyśleń wiedzą tylko ich autorzy. Tak samo jak ile rzeczy pominęli w swoich wspomnieniach, zwłaszcza na swój temat. Cenzura wkrada się wszędzie.
Blogi to dość dziwny pomysł, jakby się mu tak dobrze przyjrzeć. Jeśli ktoś chce pisać swój własny pamiętnik w wersji elektronicznej, bez większego problemu może do tego celu użyć jakiegokolwiek edytora tekstu. A efekty swojego twórczego wysiłku przechowywać na dysku twardym komputera, lub nawet w zapasowej kopii na dyskietce.
Nawet gdyby uznać wyższość ustrukturyzowanego bloga nad zwyczajną pisaniną w choćby przykładowym Wordzie, nadal rzeczą godną zastanowienia jest istnienie na każdym z tych „pamiętników” szeregu linków odsyłających do podobnych „pamiętników”, oraz systemu komentarzy. Czy jakikolwiek pamiętnik w formie pisanej, był komentowany na bieżąco przez czytelników?
Celem założenia bloga wydaje się, zatem nie być chęć intelektualnego ekshibicjonizmu, biorąc pod uwagę, iż większość i tak zbyt wysokiego poziomu intelektualnego nie przedstawia. Założenie bloga, ma raczej na celu zaistnienie w sieci, jako swego rodzaju „celebrities”. Do tego służy właśnie wspomniany system komentarzy i linków odsyłających czytelnika, do innych blogów, czytanych i komentowanych zazwyczaj przez autora.
Nikomu nic nie ujmując, trudno jednak założyć, że treści zamieszczane na blogach przez ich właścicieli, są wiernym odbiciem rzeczywistości. Mamy tu raczej do czynienia z mniej lub bardziej zaawansowaną formą, autokreacji. Autor bloga stwarza swoje internetowe alter-ego, mniej lub wierniej kopiujące rzeczywistość. Czasem skompilowane z posiadanych lub pożądanych cech osobowości. Obraz człowieka – autora bloga stanowi, zatem wypadkową jego cech osobowości, z których jest on w jakiś sposób zadowolony, oraz cech przez niego pożądanych, które w jego mniemaniu czynią z niego kogoś bardziej interesującego niż w istocie jest.
Zakładając, że ktoś chce publikować na bieżąco w sieci swój pamiętnik, ponieważ akurat taka forma ekspresji jest dla niego najbardziej stosowna, powinien on zrezygnować z medialnej otoczki tego przedsięwzięcia, rezygnując z możliwości komentowania jego zapisków przez czytelników, posiadania odnośników do innych stron, czy nawet uniemożliwienia innym użytkownikom sieci przeglądania tychże zapisków. Tylko wtedy pojawia się pytanie, po co zadawać sobie tyle trudu i umieszczać swoje myśli w Internecie.
Konkluzja oczywiście jest banalna. Bloga nie zakłada się, dlatego że ma się coś wielce istotnego do powiedzenia na szerszym forum. W końcu można by to było robić na wszelkiego rodzaju forach dyskusyjnych, których w Internecie nie brakuje. Zakłada się go właśnie dla wzmiankowanej popularności. Chcemy by nas czytano i komentowano, z czystej próżności. Dla chęci bycia popularnym w kręgu zupełnie nieznajomych ludzi, gdzie możemy udawać kogokolwiek.
chlopiecktoryumieczytac 2005-03-25 14:12:12
skomentuj (3)